Huczne wesele gwarancją zapamiętania przez gości

„Tańczę na stole, kieckę zadzieram…” – to oczywiście słowa pewnej piosenki, która może w pewien sposób opisywać szaleństwo, z jakim się wiążą wesela. Po paru „głębszych” bowiem goście zaczynają czuć, że jednak słoń im nie nadepnął na ucho, i ożywiają się, aby zatańczyć jak najbardziej do rytmu muzyki… Wychodzi to im różnie, czasami kończy się właśnie kankanem na stole, ale przecież takie wesele się najdłużej pamięta… Oprócz tańca goście na weselach siedzą przy suto zastawionych jedzeniem stołach, które aż uginają się od mięs, sałatek, ciastek, którymi można się najeść od samego patrzenia. Jednak wesele to nie tylko dobre strony, ale też masa stresujących przygotowań, które tym bardziej stresują, im bliżej jest do „sądu ostatecznego”, czyli dnia, w którym traci się resztki wolności, biorąc ślub… Chwilami to wręcz można się zastanawiać, po co to całe wesele i ten szum – może można by skromniej, bez takiej pompy, bez huku… Może i można, ale kto wtedy o takim weselu będzie pamiętać, a przecież pamięć się liczy…